-

kotlet : Należę do większości Narodu, która nie oddaje Im głosu.

Patriota hr. Adam Ronikier i jego kontakty z wrogiem w latach 1939 -1945.

Witam czytelników i blogerów Szkoły Nawigatorów. To moja pierwsza notka. Nie jest ona manifestacją moich poglądów. Temat pojawił się przypadkowo po przeczytaniu ostatniego tekstu blogera stanislaw-orda. Zaznaczę tylko, że mój stosunek do II wś i jej wyniku jest  nietypowy czemu dam wyraz w następnych tekstach.

Tyle tytułem wstępu.

Z półwiecznym opóźnieniem wyszły pamiętniki hr. Adama Ronikiera, które ukazują nieznane strony kontaktów polskich patriotów z niemieckimi władzami okupacyjnymi w latach 1939-45

 W 2004 r. przeszło bez większego echa ukazanie się wspomnień, prezesa Rady Głównej Opiekuńczej - głównej osoby, poza ruchem oporu, w Polsce w latach 1939-1945 (Adam Ronikier "Pamiętniki 1939-1945", Wydawnictwo Literackie, Kraków 2001, s. 406).

RGO, mająca nieść pomoc Polakom pod okupacją niemiecką, powstała w wyniku wielu spotkań cywilnych Polaków z przedstawicielami administracji wroga w tej części Polski, którą hitlerowcy nazwali Generalną Gubernią. Oryginalnie na jej czele miał stanąć ks. Janusz Radziwiłł, ale ostatecznie Niemcy zgodzili się, by objął to stanowisko Adam hr. Ronikier, który sprawował podobną funkcje w identycznie zwanej organizacji pod okupacją niemiecką w latach 1916-1918. Stosunek do RGO i jego prezesa władz w Londynie, jak i władz polski podziemnej, był nacechowany rezerwą. Obawiały się, by na bazie RGO, która miała siatkę organizacyjną w całej Generalnej Guberni, może powstać proniemiecki rząd kolaboracyjny, a komunistyczna prasa wylewała na nią moc pomyj i w 1944 r. wydała na hr. Ronikiera wyrok śmierci.

Niezwykle ciekawym fragmentem książki jest spotkanie z agentem wywiadu angielskiego na Polskę, które miało miejsce 5 grudnia 1943 r., czyli już po bitwie pod Kurskiem, po której Armia Czerwona znalazła się na granicy dzisiejszej Białorusi i widać było, że grozi zajęcie przez nią Polski.

"Okazało się, że pragnie mnie widzieć Anglik, wydelegowany do Warszawy celem rozmówienia się z szeregiem osób i że jedną z nich mam być ja. Zaraz na drugi dzień na godzinę 4-tą po południu urządzone zostało nasze spotkanie, które co do treści poruszonych tematów tak było dla nas interesujące i ważne, że pisząc o nim mam wrażenie, jakbym na nowo je przeżywał. Anglikiem owym był pan Horacy Coock, dawniejszy radca ambasady w Petersburgu przy Buchmanie, obecnie w Polsce noszący nazwisko Henryk Cybulski. Mówił on świetnie wszystkimi językami, w ich liczbie i polskim - był to naturalnie starszy już pan, siwy i sympatyczny bardzo. Zaczął od tego, że wobec nas, Tyszkiewicz przy tym spotkaniu był obecny, się wylegitymował jako szpieg angielski, co na nas słuchających wielkie zrobiło wrażenie. Następnie mówił czas dłuższy, jakby formułując zamiary rządu swojego i pod adresem naszym skierowując życzenia tego rządu. Formułowanie było jasne i nie pozostawało miejsca na żadne niedomówienia. Zaczął od tego, że wyraził na ręce moje podziękowanie rządu angielskiego z powodu naszej nieustępliwości w stosunku do niemieckiego okupanta, z pewnym entuzjazmem podkreślił, że Polacy są jedynym narodem, który się nie ugiął i nie wydał żadnych Quislingów. Następnie zwrócił się do nas jakoby z wymówką, że ten sam naród, który zdobywa się na tyle ofiar, nie potrafi będąc sprzymierzeńcem Anglii, jej zaufać w dostatecznej mierze, że zobowiązania zaciągnięte wobec Polski dotrzyma. Wtedy przeszedł do sprawy stosunków do Sowietów i formułując swe o tym zdanie, powiedział dosłownie: "Anglię nie stać na to, by ryzykować trzecią wojnę światową, z Sowietami musi być sprawa zakończona jeszcze w trakcie tej wojny". Jako wyjaśnienie dodał, że czekanie wszelkie mogłoby pociągnąć z sobą znów zbyt wielkie ich wzmocnienie. "Więc na zachodzie, prawdopodobnie we Francji, inwazja, której siła materiałowa nagromadzona obecnie będzie tak wielka, że nie ulega już wątpliwości, że musi być zwycięska. Jeżeli chodzi o Wschód (...) wracając do spraw polskich, powiedział on, że w wielu punktach różni się z nami co do metod u nas stosowanych - jedną z nich najbardziej niezrozumiałych to owe strzelanie do trupa, jakim są przecież Niemcy obecnie, czyż - jak powiedział on z wielkim przejęciem - macie tak dużo inteligencji, że nią szafować możecie i chcecie? Czy myślicie, że Anglicy nie wiedzą, jakie ofiary zostały przez Polskę poniesione, a na przyszłość przecież gromadzenie sił jest koniecznością, bo odbudowa kraju i rola, którą ma odegrać, będą wielkie, że każdy zaoszczędzony człowiek, a tym bardziej inteligent będzie miał wartość nie do ocenienia".

W lutym 1944 r. hr. Ronikiera aresztowano. Był kilka razy przesłuchiwany w siedzibie gestapo na ul. Grottgera w Krakowie i tam polecono mu napisać na temat stosunku Polaków do Niemców memoriał, który został przekazany do Berlina i był dogłębnie przestudiowany przez główne osoby w Rzeszy, w tym samego Henryka Himmlera. "Omówiłem z mym przyjacielem to wszystko, co się dzieje w kraju, a specjalnie w związku z młodzieżą naszą i jej działalnością konspiracyjną i w AK się koncentrującą. Czuliśmy, że grozi ofensywa sowiecka i może przybrać dla nas tragiczny obrót - wiedzieliśmy, jakie w związku z tym są dyrektywy idące podobno z Londynu, a zalecające, by oddziały naszej AK wchodziły w porozumienie z komendą bolszewicką, układając się co do warunków współpracy, czytaliśmy w organach prasy urzędowej wykaz dokonanych sabotaży. Wreszcie przysłuchiwaliśmy się pomruków dochodzącym do Korczyny rzezi ukraińskich dokonanych na Wołyniu, a zapowiadających się coraz groźniej w Galicji Wschodniej.(-)

Sprawa ukraińska. Relacja dr L. Teszmara pełnomocnika RGO na Galicję Wschodnią - z rozpaczą w głosie relacjonował mi sprawę ze swych poczynań w celu uodporniania Polaków przeciwko Ukraińcom, gdy mu po wielu zabiegach nareszcie udało się przeforsować u władz [niemieckich] to, by Polakom w poszczególnych wsiach dano broń w ilości skromnej pięciu karabinów na jedną wieś i gdy próby wydały doskonałe rezultaty bo natchnęły społeczność polską odwagą do walki i jakby powstrzymały ukraińskich zbrodniarzy, wtedy nie kto inny, lecz zastępca delegata rządu na Galicję, rezydujący we Lwowie, rzecz całą szczęśliwie zapoczątkowaną sparaliżował oświadczając, że Delegatura Rządu ze względów bliżej nie wytłumaczonych nie może w tej sprawie wyrazić swojej zgody.(-) Zastanawiając się nad stosunkiem do bolszewików, nie mogliśmy zrozumieć nigdy, że jeśli gen. Sikorskiemu, który podpisał w Kujbyszewie porozumienia z nimi, nie udało się wymóc na nich postępowania zgodnego z tym porozumieniem, to jakże ci młodzi chłopcy, niedoświadczeni i zapaleni, potrafią dokonać rozumnych i dyplomatycznie tak trudnych porozumień, które notabene na własną rękę, bez wyraźnej linii postępowania i prawie zawsze, jeśli chodzi o młodzież narodową, przeciwko własnemu przekonaniu o honorze i sumieniu narodowym. Konkluzją naszą wspólnie powziętą, z żalem wielkim do władz naszych formułowaną, było, że rozporządzenia powyższe (znane jako Akcja Burza), są po prostu zbrodnią na młodzieży naszej dokonaną, że są w sprzeczności z honorem i sumieniem polskiego żołnierza, który broniąc Polskę przed jednym okupantem, nie może mieć za zadanie oddawanie dobrowolnie Polski pod nową okupację, gorszą stokrotnie, bo jeśli Niemcy łamią kości, to bolszewik starał się zabić duszę człowieka. Zaproszonych przez nas na naradę kilku dowódców AK z sąsiednich powiatów wszystkie nasze powyższe problemy jeszcze raz ze mną i z generałem ponownie przedyskutowało i radziło mnie koniecznie, bym możliwie niezwłocznie jechał do Warszawy, by wszystko tam na miejscu z osobami miarodajnymi omówić i starać się na nie wpłynąć, by zamachy na Niemców, którzy nas przecież przeciwko bolszewikom bronić muszą, ukrócić, zaś na młodzież naszą nie wkładać obowiązków sprzecznych z jej poczuciem obowiązku w stosunku do Ojczyzny. (-) W dniu 15 kwietnia byłem już w Warszawie, gdzie spędziłem prawie dwa tygodnie. (...) Na zebraniu u dra Knoffta dyskutowaliśmy obszernie przede wszystkim o sprawie naszej młodzieży i skutkach, które dla niej przynosi ze sobą życie w konspiracji i w lesie, w stykaniu się z bandytami i bolszewikami. (-) W jednym tylko punkcie nie doszedłem do porozumienia z tymi, których się radziłem, mianowicie w sprawie ofiar ponoszonych dla sprawy naszej przez szafowanie nimi. Warszawa jakby zahipnotyzowana żądzą zemsty nad Niemcami zdawała się tracić z oczu konieczność patrzenia na sprawy rozumnie i spokojnie i gotowa była na wszelkie jak najdalej idące ofiary, by raz Niemcowi łeb zetrzeć. Jeden generał polski, którego spotkałem u Tyszkiewicza, nie wahał się mnie, ojca pięciu synów, powiedzieć dosłownie: "Niech będzie jeszcze sto tysięcy ofiar nawet, byleby raz wroga tego położyć na kolana". Gdy mu powiedziałem, że nie jestem pewien, czy wszyscy ojcowie w Polsce będą tego zdania, gdy odczytają wiadomość, że wysadzono pociąg na linii Kraków-Zakopane i że w nim zginęło DWÓCH Niemców nieznanego kalibru i około 80 Polaków, zaś że wsie sąsiednie puszczone zostały przez Niemców z dymem, z całą ludnością i inwentarzem - fakt autentyczny, który miał miejsce, opamiętał się wtedy trochę i zaczął mówić rozsądniej, tym bardziej zeszliśmy na tematy strasznej odpowiedzialności kolektywnej stosowanej w całym kraju, a w Warszawie przede wszystkim, która stosowana przez Niemców stale i bezwzględnie niezliczone ofiary niewinne w Polakach za sobą pociągały, a Niemcom właściwie wielkiej krzywdy nie wyrządzały. Ginęły u nich jednostki o wartości stosunkowo niewielkiej, gdy u nas kwiat inteligencji i młodzieży padał ofiarą. Mając na myśli ratowanie substancji narodu i słowa wypowiedziane do mnie przez pana Coocka, zdawało mi się, że rodacy moi w stolicy, gdy chodzi o ten temat, byli pozbawieni po prostu zdolności myślenia kategoriami politycznymi - nienawiść do Niemców przesłaniała im zupełnie sąd właściwy o bolszewikach i groźbę z ich strony Polsce coraz wyraźniej się kształtującą. (-) Wróciłem do Krakowa 28 kwietnia z postanowieniem ratowania od śmierci i więzienia, których miałem upoważnienie imiennie przedstawić. (-) Wypadków takich darowania życia mogłem naliczyć koło dwustu".

Powstanie warszawskie. Od wiosny 1944 r. Niemcy byli coraz bardziej zaniepokojeni mającym nastąpić powstaniem w Warszawie i próbowali zrobić wszystko, by do niego nie doszło, w ty celu rozmawiali z hr. Ronikierem różni wysoko postawieni hitlerowcy, włącznie z pułkownikami Bierkampem i Schindhelmem z krakowskiego gestapo.  Po powrocie do Krakowa hr. Ronikier 21 lipca został zaproszony do płk. Schindhelma z gestapo, który: "Znowu nalegał na mnie gwałtownie o formułę porozumienia z AK, widząc w nim jedyną formułę dla uniknięcia wybuchu, którego widać się obawiał naprawdę. Nie wierząc, by naprawdę mogło to już grozić, raczej gryzłem się wiadomościami przychodzącymi z frontu zbliżającego się do Warszawy i Tarnowa i tym, że rodzina moja po tamtej stronie pozostała, jednak w gronie zaufanych rozważaliśmy warunki, które Niemcom postawione byłyby dostateczne, by czynniki polskie od popełnienia szaleństwa byłyby w stanie odwieść. W rezultacie tych narad w dniu 25 lipca znalazłem się u Schindhelma, zapowiedziawszy, że chcę z nim mówić o rzeczy nadzwyczajnej, poważnej i nie cierpiącej zwłoki. Zakomunikowałem mu, że w gronie mych najbliższych przyjaciół rozważyliśmy wszystkie ewentualności i doszliśmy do zgodnego przekonania, że powstanie da się zażegnać jedynie wtedy, gdy ze strony niemieckiej dokonany zostanie czyn o charakterze "grosszügig", który sytuacje wzajemnych stosunków zasadniczo był w stanie zmienić. Takim czynem jedynym, który nam się wydaje wskazanym, a realnie możliwym do wykonania, mogłoby być oddanie Warszawy przez Niemców dobrowolnie, bez wystrzału w ręce AK i to z odpowiednim terenem obejmującym najbliższe powiaty, co najmniej takim, który by obejmował potrzebne dla lądowania lotniska dla sprowadzenia z Anglii co najmniej dwóch dywizji, a także przyjazd przedstawicieli władz polskich. Rozwinięty przeze mnie w ogólnych zarysach plan ów, widziałem od razu, że podobał się bardzo panu Schindhelmanowi, który go nawet w szczegółach ze mną omawiać zaczął i widział w nim wiele cech politycznych mogących dokonać zasadniczej zmiany w stosunkach pomiędzy Niemcami a Polakami, nie naruszając stosunku tych ostatnich do sojuszników anglosaskich, widział on w tym nawet rys projektu nader pożyteczny i według niego czyniący go bardzo interesującym. Prawie bez wahania oświadczył mi, że się zaraz porozumie z Berlinem i o rezultacie swych zabiegów mi zakomunikuje, zaś prosi, bym zapewnił sobie stawienie się na czas pełnomocników AK dla ostatecznego porozumienia. Wróciłem do siebie pełen otuchy, opracowując już w myśli wszystkie szczegóły tego, co miało nastąpić w razie przychylnej decyzji, na którą tym razem zdawało mi się, że mam prawo liczyć. Niestety, niedługo mogłem się oddawać weselszym myślom, gdyż zatelefonowawszy zaraz do Warszawy, by się upewnić co do przyjazdu osób upoważnionych do pertraktacji ze strony AK, dowiedziałem się, że na ich przyjazd w najbliższej przyszłości nie można liczyć - wyciągnąłem z tego , jak się później okazało, zupełnie nie słuszny wniosek, że powstanie nie jest sprawą w danej chwili tak aktualną. Gdy pod wieczór tegoż dnia otrzymałem zawiadomienie od Schindhelma, że z Berlinem rozmawiał i że są jeszcze pewne trudności mające charakter upierania się w obronie prestige’u władzy, odpowiedziałem mu, że nie pozostaje nam nic innego, jak jakiś czas odczekać". Przecież gdybym nie był wewnętrznie przekonany , że wywołanie powstania w takiej chwili i przy takiej przewadze sił przeciwnikw nie jest absurdem, do którego wykonania nie mogą się chyba w Polsce znaleźć ludzie , którzy by za czyn taki wziąć chcieli na siebie odpowiedzialność, to byłbym bez skrupułów doprowadził do sprowadzenia pełnomocników, przypuszczając, że ich przyjazd w obliczu prawdziwego niebezpieczeństwa musiałaby jednak do zażegnania tego strasznego  nieszczęścia przez ludzi przytomnych doprowadzić. Stało się jednak inaczej, znaleźli się ludzie, którzy wzięli na siebie tę straszną w swych skutkach decyzję, by powstanie stało się faktem! Dnia 1 sierpnia o godzinie 5-ej po południu, czyli najmniej po temu właściwej, wybuchło ono w Warszawie, ku przerażeniu ludzi jeszcze mających cośkolwiek rozumu w głowie, ku radości zaś bolszewików i tych Niemców, którzy szukali w nim dowodu na to, że mieli rację Polaków tak traktować, jak ich w ciągu całego panowania swego w Polsce traktowali.

Kardynał A. Sapieha i Odezwa A. Ronikiera. "Nikt z nas się nie łudził co do katastrofalnych wyników powstania, ale te, które faktycznie stały się jego skutkiem, przewyższyły o wiele nawet najpesymistyczniejsze przewidywania. (-) 7 sierpnia z panami Bocheńskim, Mackiewiczem i Rogowiczem poszliśmy do Księcia Metropolity, by go prosić o zwrócenie się do władz polskich z odpowiednim pismem, zaś do władz niemieckich, by zechciał się zwrócić, by Jemu lub osobie przez niego upoważnionej pozwoliły jechać do Warszawy dla zapośredniczenia w zawieszeniu broni. Niestety, Książę Metropolita, jak skonstatowaliśmy z prawdziwym smutkiem, nie poszedł po lini naszych rozumowań i zamierzeń, które dopiero post factum stwierdzić mogliśmy, jak dalece były słuszne i jedynie celowe. Wierny swej zasadzie nie mieszania się do polityki, odmówił naszym prośbom. Tymczasem dnia 10-go sierpnia otrzymałem od pana Bierkampa [brigadeführer] wezwanie do stawienia się u niego dnia następnego o godz. 9 min. 25 rano dla wysłuchania jego komunikatu. Ponieważ panu Schindhelmowi, który mnie o tym zakomunikował, wyraziłem życzenie, by ktoś z mych przyjaciół mógł przyjść ze mną - nie chciałem sam nieść odpowiedzialności i chciałem mieć świadków - a on przychylnie się do tego odniósł, więc dnia 11 sierpnia o oznaczonej godzinie stawiliśmy się na wezwanie, oprócz mnie panowie Kazimierz Okulicz, Jerzy Rogowicz i Józef Mackiewicz. Na konferencji obecnym był również pan Schindhelm [płk SS]. Pan Bierkamp oświadczył nam, że Naród Polski znalazł się dobrowolnie w sytuacji, w której powinien powziąć decyzję, gdyż inaczej nie będzie miał nic do powiedzenia w Nowej Europie. Obłędne powstanie w Warszawie naraża Polaków na straszne następstwa. On i władze, które reprezentuje, pragnęli tego uniknąć i robili w tym kierunku wszelkie wysiłki. Ostrzegali Delegaturę Rządu, AK i inne ugrupowania polskie. Nie dało to skutku, Polacy bowiem zdecydowali się na jawną walkę z Niemcami, być może dlatego, by wzmocnić sytuację Mikołajczyka w Moskwie? Chciano bolszewikom móc ofiarować zdobytą na Niemcach Warszawę. Bolszewicy jednak takiego prezentu bynajmniej nie pragnęli - okazali też swoją prawdziwą postawę, skoro stanęli pod Warszawą i nie ruszają się z miejsca, zostawiając powstańców polskich swojemu losowi.(-) Zaraz po bytności u Bierkampa poszliśmy do Księcia Metropolity i oprócz sprawozdania z usłyszanego oświadczenia i naszej na nie repliki poruszyliśmy sprawę sytuacji, jaka się wytworzyła w Warszawie, z której coraz groźniejsze z dniem każdym wieści nadchodziły. Nad ludnością stolicy bezbronną i nie biorącą w powstaniu żadnego udziału pastwiły się oddziały ukraińskie i kałmuckie, zachęcane po prostu do czynów terroru, rabunek i palenie domów były tolerowane, a nawet planowo organizowane, nad kobietami pastwiono się w okrutny sposób, gwałcono je i zabijano w sposób w historii nie mający precedensu i dający postępowaniu władz niemieckich świadectwo stające w zupełnej sprzeczności z wszelką kulturą. Wobec tego zredagowaliśmy coś w rodzaju apelu do władz wojskowych i zwróciliśmy się do Księcia Metropolity, by zechciał takowy podpisać. Gdy nam i tym razem odmówił, a wieści przywiezione przez wysłanego do Warszawy przez RGO pana Andrzeja Skrzyńskiego potwierdziły owe straszne wiadomości w całej pełni, zdecydowałem się odezwę przygotowaną dla Księcia Metropolity podpisać sam i pójść z nią albo do jakiegoś wpływowego wojskowego, albo do Schindhelma, o którym się dowiedziałem, że jest w bliskich koleżeńskich stosunkach z gen. von dem Bach, dowódcą wojsk niemieckich walczących w Warszawie z powstańcami. Wręczyłem mu odezwę treści następującej:

"Do Pana Głównodowodzącego
Niemieckiej Siły Zbrojnej
W Guberni Generalnej

Wasza Ekscelencjo!

Wiadomości, które nadchodzą z Warszawy, doprowadzają wszystkie serca polskie do drżenia z oburzenia. Rabunki i mordy popełniane przez hordy Kałmuków i innych dzikich przedstawicieli Azjatów nawet na kobietach i dzieciach i które w ostatecznym wyniku zamieniają wszystko w perzynę w mieście - zaprzeczają wszelkiej kulturze i prawom Bożym. Mimo że walka pomiędzy Polską i Niemcami idzie dalej, zapewniono nas ze strony najwyższych placówek niemieckich, że nie leży w ich zamiarach niszczyć Polaków. Jeszcze do niedawna odczuwaliśmy poszanowanie dla munduru wojska niemieckiego, ponieważ wiedzieliśmy, że wojsko niemieckie nie chce dotknąć naszego honoru - wiedzieliśmy, że do armii niemieckiej możemy mieć zaufanie i że honor jest dla niej, według starej tradycji, świętością.

Obecnie stoimy jednak przed faktem, że w mundurach niemieckich popełniono najdziksze zbrodnie na spokojnych mieszkańcach Warszawy, na kobietach i dzieciach, które są gwałcone i mordowane. Rozumiemy, że wojna totalna przynosi wiele z sobą tego, co sprzeciwia się zupełnie kulturze, lecz nigdy nie zrozumiemy, że ci sami Niemcy, którzy przed niedawnym jeszcze czasem prowadzili tak ostrą propagandę przeciwko Katyniowi i zniszczeniu miast niemieckich, czują się obecnie uprawnieni do rozpoczynania i dokonywania daleko gorszych czynów. Niemcy twierdzili sami zupełnie słusznie, że wojny nie wolno prowadzić przeciwko kobietom i dzieciom!

Nie wierzymy, aby to wszystko, co słyszymy o dzikich czynach w Warszawie, działo się w myśl rozkazu waszego najwyższego Wodza i zwracamy się do Armii Niemieckiej z głęboką nadzieją, że nie pozwoli organom swoim postępować w sposób, który zaprzecza temu, co przywykliśmy nazywać <<honorem munduru>>.

Kraków dnia 16 sierpnia 1944 r.
Adam Ronikier"

Odezwa A. Ronikiera z dnia 16 sierpnia 1944 r. została przekazana przez płk SS Schindhelma na ręce głównodowodzącego von dem Bacha.

"...trzy dni później, dnia 21 sierpnia, poprosił mnie [Schindhelm] o odwiedzenie go i sformułowanie mu mego poglądu na powstanie trwające już trzy tygodnie.

Uczyniłem to w sposób następujący:

"Powstanie w stolicy naszej Warszawie jest bez wątpienia jednym z największych nieszczęść narodowych w dziejach Polski - obliczyć straty, które ono przynieść musi, w obecnej chwili nie sposób - lecz już powiedzieć można, że sprowadza się w tym wypadku przysłowie polskie, które powiada, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Tą dobrą stroną powstania w odniesieniu do sprawy polskiej jest to, że nie ma na świecie obecnie ani miejsca, ani osoby, którzy by o Polsce nie wiedzieli, a o Warszawie nie myśleli w aureoli bohaterstwa - szereg pism angielskich, które do niedawna jeszcze bardzo krytycznie odnosiły się do Polski, obecnie poddaje rewizji swe dotychczasowe stanowisko i zastanawia się nad tym, czy ze strony Anglii spełnione zostały obowiązki ciążące na niej względem Polski - wszystkie te pisma akcentują swój bardzo krytyczny stosunek do Sowietów. Niemcy z powodu powstania w Warszawie są obiektem nowego i powszechnego ataku nienawiści - zaś to, co miało miejsce w Warszawie, i to, czego dokonywali Kałmucy i inne dzikusy w mundurach niemieckich, można by nazwać czarną plamą na historii wojskowości niemieckiej - za te wyczyny będzie musiał być przedstawiony rachunek bardzo groźny (-)" Pan Schindhelm interesował się bardzo tym, co mu mówiłem, i prosił, bym zechciał mu sformułować myśli moje co do tego, jak według mnie należałoby w chwili obecnej ze strony niemieckiej postąpić i jak znaleźć drogę do porozumienia z gen. Borem. Obiecałem nad tą sprawą się zastanowić i w najbliższym czasie rezultat mu zakomunikować. Gdy w dniu 28 sierpnia znowu zostałem zawezwany do pana Schindhelma dla przedstawienia mu planu działania opracowanego przez nas, prosiłem, by pozwolił, by ze mną przyszedł i pan Bocheński najczynniej tą sprawą się zajmujący i mający wiele nowych zdrowych myśli w tej sprawie. Treść tego, cośmy panu Schindhelmowi dnia tego przedstawili, była następującą: Niemcy powinni tacite (milcząco) wyrazić zgodę na zawieszenie broni - pod tym warunkiem oświadczyłem gotowość pojechania z panem Bocheńskim do Warszawy dla osiągnięcia porozumienia z gen. Borem. Zastrzegliśmy się jeszcze raz kategorycznie, że wykluczoną jest rzeczą, byśmy mogli pertraktować na temat kapitulacji. Poza tym podkreśliliśmy konieczność przyznania powstańcom prawa kombatantów, następnie usunięcia z Warszawy Kałmuków i zaprzestania niszczenia miasta i pozbawiania ludności wychodzącej z Warszawy wszelkiego dobytku, który staje się pastwą bandytów i płomieni - wreszcie zezwolenia ludności opuszczenia spokojnie miasta z zaprzestaniem skandalicznego rozdzielania rodzin i wysyłania do obozów koncentracyjnych lub pracy. Zdawało się nam, że cierpienia przebyte w Warszawie przez ludność, nie mającą nic wspólnego z wywołaniem powstania, były chyba wystarczające jako odwet za to, że miejscem jej zamieszkania była stolica nasza. Pan Schindhelm obiecał przedstawić ten nasz plan, którego polityczną treść zdawał się rozumieć, w Berlinie, dokąd wybierał się tego samego dnia. Po powrocie z Berlina dnia 9 września 1944 r. pan Schindhelm zawezwał nas niezwłocznie i oznajmił, że z planu przez nas uprzednio przedstawionego zostało tam zaakceptowanym i generałowi von dem Bach poleconym do wykonania (miał w ręku depeszę do tego odnoszącą), co następuje:

1. Kałmucy już otrzymali rozkaz opuszczenia miasta.
2. Powstańcom zostały przyznane prawa kombatantów [*]
3. Wychodząca z Warszawy ludność będzie traktowana po ludzku.

Wobec tego, że sprawa zawieszenia broni nie została pozytywnie załatwioną, musiał upaść projekt jazdy mojej z Bocheńskim do Warszawy do generała Bora, podkreśliliśmy bowiem, że proponować kapitulacji w żadnym razie nie możemy i nie chcemy."

Koniec

[*] Wikipedia - "3 września 1944 Deutsche Nachrichtenbüro nadało komunikat, w którym ogłoszono, iż również Niemcy uznają prawa kombatanckie żołnierzy AK [6]" 

Powstanie warszawskie trwało od 1 sierpnia  do  3 października 1944.

[*] Adam Stefan Sapieha - polski biskup rzymskokatolicki, biskup diecezjalny krakowski w latach 1911–1951 (od 1926 arcybiskup metropolita), kardynał prezbiter od 1946, senator I kadencji w II Rzeczypospolitej Polskiej w latach 1922–1923. Przez historyków uznawany za jedną z czołowych postaci w dziejach Kościoła polskiego I połowy XX wieku. Nazywany Księciem Niezłomnym. Podczas II wojny światowej, pod nieobecność przebywającego we Francji prymasa Augusta Hlonda, był faktycznym przywódcą Kościoła w Generalnym Gubernatorstwie i jednym z przywódców narodu. Przez cały okres okupacji był organizatorem i koordynatorem zinstytucjonalizowanej pomocy dla ofiar wojny oraz poszkodowanych w wyniku działań zbrojnych. Wspomagał działalność Rady Głównej Opiekuńczej (RGO), jedynej formalnie uznanej przez Niemców (29 maja 1940) polskiej organizacji charytatywnej (w jej skład weszli członkowie dawnego Caritasu). Sapieha nie był wprawdzie oficjalnie jej członkiem, ale sprawował nad nią duchowe kierownictwo i nadzorował jej inicjatywy, a także pośredniczył w pozyskiwaniu przez nią środków pomocy materialnej. Zlecił udzielać potajemnie chrztu Żydom i wydawać im fałszywe metryki. Polecenie to podtrzymał po zakazaniu przez okupanta tej praktyki w 1942.

 



tagi: rzeź wołyńska  ii wś  hr. adam ronikier  powstanie warszawsie  rgo  kardynał a. sapieha 

kotlet
30 maja 2019 07:27
6     1013    7 zaloguj sie by polubić
komentarze:
bolek @kotlet
30 maja 2019 09:49

O Ronikerze wspominał kiedyś w jednym ze swoich tekstów Betacool -> Wodorosty i pasożyty, czyli kapitan Żbik na tropie dziwnych zależności.

zaloguj się by móc komentować

JK @kotlet
30 maja 2019 10:18

Wbija w krzesło!

Ja się naprawdę dziwię, że nie ma żadnych opracowań co celów politycznych istnienia AK. Jeżeli są to takie, które konkludują, że sojusznicy nas oszukali a już kopmpletnie brak realistycznej oceny tych działań.

Nie ma też prawie żadnych opracowań co celów politycznych istnienie konspiracji poAK - owskiej. I znowu jeżeli są to takie, że musieli iść do lasu się bronić przed sowietami. Trochę wspomina się o Brygadzie Wileńskiej, że miała rozkaz rozpoznania zaplecza do inwazji Brytyjczyków na wybrzeżu bałtyckim. A potem to już tylko martyrologia.

Bardzo mi się podobało stwierdzenie pana Maciejewskiego skierowane do pani dr. Kurek, że "nie rząda rewizji granic ale chce rewizji ocen".

zaloguj się by móc komentować

JK @JK 30 maja 2019 10:18
30 maja 2019 10:20

Jak zwykle kliknąłem nie w to okienko co trzeba.

zaloguj się by móc komentować

parasolnikov @kotlet
30 maja 2019 12:14

Mocny tekst. Dziękuję.

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @kotlet
30 maja 2019 12:15

Nie można dyskutować poważnie o pamiętnikach Ronikiera, bo tę dyskusję inicjował Zychowicz. I tyle. 

zaloguj się by móc komentować

KOSSOBOR @kotlet
31 maja 2019 00:38

Dzięki. Niby wiemy już sporo /ale to nieliczne grono/, ale żywe słowo świadka i uczestnika jest bezcenne. 

I Wołyń, i Powstanie Warszawskie... To szafowanie krwią polską przez Polaków jest wstrząsające.  

"Jeden generał polski, którego spotkałem u Tyszkiewicza, nie wahał się mnie, ojca pięciu synów, powiedzieć dosłownie: "Niech będzie jeszcze sto tysięcy ofiar nawet, byleby raz wroga tego położyć na kolana"." Pachnie mi to Okulickim /"Niech się walą mury, niech się leje krew".../

 

 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować